Igora Prielożnego spojrzenie na polskie realia
Słowacki szkoleniowiec z nie jednego pieca jadł chleb. W swojej karierze ma wiele cennych zdobyczy, jak choćby złoty medal mistrzostw Polski z Jastrzębskim Węglem i Winiarami Kalisz. Wieloletnie doświadczenia z siatkarskich boisk sprawiają, że spojrzenie na polskie realia ma wyjątkowo trafne, co z pewnością ułatwi mu powrót do PlusLigi oraz - jak to zwykle w jego przypadku bywa - walkę o najcenniejsze trofea.
Po pierwsze: filozofia
Wróciłem do Jastrzębia, bo ten klub odpowiada mojej filozofii. To filozofia rozbudowy, ale nie za każdą cenę. Nastawienie na sukces, ale taki zdobywany powoli, krok za krokiem. Tam gdzie jestem ja, zazwyczaj są i wysokie oczekiwania, nie czuję więc jakiejś wielkiej presji, może lekkie zdenerwowanie, bo sam sobie stawiam cele bardzo wysoko. Druga filozofia to budować zespół z graczy, którzy mają charakter. Pamiętamy zawodników z przeszłości, jak choćby Piotr Gabrych, który miał kawał charakteru, ale nie każdy potrafił go zrozumieć. Nam ta sztuka się udała.
W ostatnich latach były zespoły, które miały bardzo dobrych zawodników, jak choćby Bełchatów, ale na arenie międzynarodowej nie osiągnęły właściwie nic. Te indywidualności wystarczyły natomiast na polską ligę. Tak samo było zresztą w Olympiakosie Pireus, gdzie drużynę zbudowano wokół Milijkovića, z podobnym skutkiem jak w Bełchatowie. Jastrzębie stawiało w ostatnich latach na jedną wielką gwiazdę - Konstantinow, Samica, Abramow, co plasowało ich w czołówce, ale udało się wygrać tylko raz - Puchar Polski. Być może dlatego, że każda z tych gwiazd po roku odchodziła, co na pewno odbijało się na zespole. Zmiana kluczowych graczy co sezon nie jest najlepszym pomysłem w siatkówce, zwłaszcza tak ważnych i charyzmatycznych, jak ci wymienieni.
Po drugie: zaufanie
Pierwszą i najważniejszą rzeczą w budowaniu zespołu jest zaufanie z obydwu stron. Oczekuję, że moi zawodnicy, jeśli coś im będzie przeszkadzać, po prostu przyjdą do mnie i powiedzą o tym. Ja również mam prawo powiedzieć zawodnikowi słowa krytyki - w cztery oczy i nikt nie powinien się za to obrażać. Jeśli problem dotyczy całego zespołu, powinien być rozwiązywany w szatni, nie poza nią. Tego niestety nie było w Jastrzębiu podczas mojej wcześniejszej kadencji.
Wtedy wiele rzeczy było nie tak, a zwolnił mnie prezes Chwastyk, nie Zdzisław Grodecki - nie ma więc mowy o jakichkolwiek urazach. Kto by tego nie zrobił, taka jest nasza praca, dostajemy za nią całkiem niezłe wynagrodzenie i musimy się liczyć w wszelkimi konsekwencjami. Nigdy nie dowiemy się co by było, gdybym wtedy został, może wygralibyśmy mistrzostwo. Nie mogę powiedzieć, żeby wtedy coś nie szło. Jeśli były jakieś problemy, to raczej między zawodnikami. W Bielsku podobnie, przecież w momencie gdy mnie zwolniono dziewczyny zaczynały grać coraz lepiej.
Po trzecie: za dobry
Nie wiem skąd taka niecierpliwość w polskich klubach. Bardzo chciałbym wiedzieć, chciałbym żeby prezesi kolejnych klubów, zwalniając mnie tłumaczyli dokładnie co było nie tak, co nie szło jak należy. Bardzo pomogłoby mi to w mojej pracy, w zrozumieniu realiów. Mógłbym wyciągnąć wnioski, wnieść jakieś poprawki.
Jeśli bycie za dobrym jest przeszkodą, to ja nie wiem co mam na to odpowiedzieć. Wszystko, co do tej pory zdobyłem, zdobyłem ponieważ jestem jaki jestem. Co to znaczy być za dobrym? W budowaniu relacji z drużyną wyznaję teorię rozmowy na argumenty, kompromisu, co nie znaczy, że jeśli zajdzie potrzeba nie potrafię krzyknąć i użyć ostrych słów. W końcu kilka żółtych kartek zebrałem w polskiej lidze....na pewno nie za to, że jestem cichy i spokojny. Jeśli tak to kiedykolwiek postrzegano, to szkoda że nikt nawet nie podjął próby porozmawiania ze mną.
Po czwarte: jaka praca taka płaca
Tak naprawdę polscy siatkarze nie potrzebują walczyć. Jak skończą kontrakt w jednym klubie, zaraz dostają jeszcze lepszą ofertę z kolejnego. Dobrym przykładem jest Grzesiek Szymański, który jeszcze w życiu nic nie wygrał oprócz wicemistrzostwa świata, gdzie w Japonii zagrał praktycznie tylko jeden mecz, mecz życia. Z Częstochowy przyszedł do Jastrzębia - za duże pieniądze i z dużymi oczekiwaniami. Nic nie wygrał, a za jeszcze większą sumę trafił do Olsztyna. Takie przykłady można mnożyć w Polsce. Uważam, że śrubowanie wysokości kontraktów - szczególnie tym graczom, którzy nic wielkiego nie wygrali, to największy problem polskiej siatkówki. Dlaczego oni nie muszą walczyć o uznanie, prestiż, wyższe sumy? Dlaczego nie mają wystarczającej motywacji by dawać z siebie wszystko? Ja jako trener, gdy podejmuję pracę zagranicą zawsze muszę walczyć o swoją pozycję, lepsze zarobki. Najpierw muszę coś wygrać, udowodnić że jestem dobry, a dopiero potem mogę rozmawiać o lepszym wynagrodzeniu. Tak samo siatkarz obcokrajowiec - on musi więcej, lepiej.