Uczestnicy Final Four LM: Trentino BetClic
Chociaż historia klubu z Trydentu jest zaledwie dziesięcioletnia, nie ma chyba w siatkarskiej Europie osoby, na której nie zrobiłaby ona wrażenia. Trentino BetClic ma wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia sukcesu - odpowiedni budżet, rozważnych decydentów i gwiazdy, które nie dość, że błyszczą na boisku, to jeszcze swoją pozaboiskową postawą przyciągają setki miłośników.
Ma też listę sukcesów - całkiem okazałą, jak na dziesięć lat egzystencji w Serie A1. Te wcale nie przyszły łatwo. Pierwszy sezon w ekstraklasie klub zakończył na 10. miejscu, a do fazy play off zdołał awansować dopiero w trzecim. Przez etap ćwierćfinałowy rozgrywek przebrnął natomiast pierwszy raz w sezonie 2005/2006, gdy grą drużyny kierował, do dziś uwielbiany przez miejscowych kibiców Marco Meoni. Pierwszy i od razu zwycięski finał Itas Diatec Trentino zaliczył w sezonie 2007/2008, kiedy na czele zespołu stanął bułgarski szkoleniowiec Radostin Stojczew, a pierwszoplanowe role grali Nicola Grbić, Matej Kazijski i Michał Winiarski. Ta sama trójka, rok później poprowadziła zespół do historycznego zwycięstwa w Lidze Mistrzów. W tym roku, nieco przemeblowany skład dorzucił do kolekcji Puchar Włoch.
Radostin Stojczew słynie z twardej ręki i niezbyt włoskiego stylu prowadzenia drużyny, co niektórym siatkarskim ekspertom nie przypadło do gustu, podobnie jak nie wszystkim podoba się polityka transferowa klubu z Trydentu, który do dzisiaj opiera swoją moc głównie na obcokrajowcach. Aktualnie, na czternastu graczy tylko sześciu wywodzi się z Półwyspu Apenińskiego. W pierwszym składzie gra trzech - środkowi i libero. Stojczew, choć jest katem, zyskał u swoich podopiecznych niemały autorytet. - Ma jedną istotną cechę, którą siatkarz ceni szczególnie - umiejętność przyznawania się do błędów - wspomina Jakub Bednaruk, były podopieczny bułgarskiego selekcjonera - Trzeba też przyznać, że na swojej robocie zna się dobrze.
To właśnie dzięki staraniom i uporowi Stojczewa, po sporych, głośnych na cały świat perypetiach w zespole znaleźli się Matej Kazijski i Osmany Juantorena. Dziś obydwaj decydują o sile Itasu, a wspomagani na skrzydłach przez Brazylijczyka Leandro Vissoto, stanowią, jak niektórzy zwykli ich nazywać, galaktyczny team.
O potędze Trentino BetClic przekonali się już w tym sezonie mistrzowie Polski z Bełchatowa, którzy w finale Klubowych Mistrzostw Świata musieli uznać wyższość włoskiej ekipy, przegrywając 1:3. Wtedy o obrazie gry decydowała "złota formuła”, promująca takie drużyny jak Trento - z silnymi, wysokimi skrzydłowymi. Wtedy też w polskim zespole nie było Michała Winiarskiego, a Mariusz Wlazły dopiero wracał po kontuzji.
W Final Four Ligi Mistrzów obowiązują tradycyjne zasady, ale faworytem wciąż pozostaje klub z Trydentu, który przez rodzime rozgrywki idzie na razie jak burza. W fazie zasadniczej na 28 meczów przegrał tylko 5, a w I rundzie play off rozprawił się z Marmi Lanzą Werona w trzech meczach.
W Lidze Mistrzów z kolei, na etapie grupowym poniósł dwie porażki - z Dynamem Moskwa i Olympiakosem Pireus, zajął I miejsce w klasyfikacji, a kolejnym rywalom - Knackowi Randstad Roeselare i Asseco Resovii Rzeszów nie pozostawił najmniejszych złudzeń w kwestii awansu do dalszych gier.
Do Łodzi słynne Trentino przyjedzie najprawdopodobniej osłabione, przynajmniej teoretycznie. Pierwszy rozgrywający, Brazylijczyk Raphael złamał kość prawej ręki (wg oficjalnej noty klubu ma tylko wybity palec). Tak czy inaczej jego występ w Atlas Arenie stoi pod wielkim znakiem zapytania. W tej sytuacji grę poprowadzi "wieczny rezerwowy” Łukasz Żygadło. To już drugi sezon polskiego siatkarza w najlepszej ekipie świata. W pierwszym, gdy był zmiennikiem Nikoli Grbića, zaznaczył się wyłącznie incydentalnymi występami. Mimo to cierpliwie czekał na swoją szansę i konsekwentnie podkreślał, że w końcu przyjdzie jego czas. Rzeczywiście, w bieżących rozgrywkach Radostin Stojczew - nieco na przekór własnym zasadom - częściej sięgał po wsparcie polskiego rozgrywającego. Ten za każdym razem odpłacał mu bardzo dobrą grą i walnie przyczyniał się do zwycięstw swojej drużyny. W najbliższy weekend Łukasz Żygadło może stanąć przed życiową szansą. Jeśli Trentino BetClic obroni złoto Ligi Mistrzów, akcje Polaka wzrosną i to znacznie. A jeśli potem, pod ewentualną nieobecność Raphaela poprowadzi swój zespół po kolejne Scudetto, zostanie bohaterem numer jeden całego Trydentu.
O awans do wielkiego finału LM Trentino BetClic stoczy bój ze słoweńskim ACH Volley Bled - drużyną, która jest uważana za najsłabsze ogniwo łódzkiego turnieju.